niedziela, 7 marca 2010

zimna wiosna

ciche krzyki.

ciała, duszy, świata.

nienawidzę siebie.
nienawidzę tak bardzo.

po dniach nieprzypominania i jakby chwilowego zapomnienia, nie wiadomo z jakich przyczyn, temat powrócił.

rozpacz. łzy kapią. płyną.
film się zatrzymuje, łza w połowie drogi do podłogi.
spada. rozpryskuje się na miliardy mniejszych łez.

dochodzą one do moich stóp, a ja się czuję, jak nad przepaścią.

może sama się zamykam w pudełku bez pokrywki.
może sama sobie gotuje piekło na ziemii.

nie umiem się zmobiliować.
zatrzymać.
rozpocząć.
normalność mnie przeraża.

chyba się trochę boję.
siebie.


wiosna miała przyjść, wejść szybko do naszych serc głów i światów.
znów nadeszło zimno, białość, trochę szarość i egzystencja wydaję się być uciążliwa.

siedząć obserwuje świat.
dokładnie każdy jego szczegół, aż wylewa się to na mnie, lepką mazią.
chyba mnie to przerasta.
nie godzę się.

jeszcze jestem.

środa, 3 marca 2010

...

dwa miesiące.
mam.

potem, wszystko się może zdarzyć.
wzniosę się i nie spadnę.

...

dwa miesiące.
mam.

potem, wszystko się może zdarzyć.
wzniosę się i nie spadnę.

ranek

obudziłam się o 04:40.patrze sobie przez okno, a tam zaczyna się rozprzestrzeniać kolor błękitny. mija minuta, potem kolejna i kolejna, aż w końcu na niebie pojawiają się pierwsze kolory czerwieni, różu i kolejnych ciepłych odcieni.
jest 05;50. idę do kuchni zrobić orzechową kawę, i wracam z nią z pomysłem wyjścia na d...wór. ubieram się w ciepłą wełne i wychodzę. słońca odbija się od białych ścian i właściwie wcale nie chce mi się wracać do środka...jak R. wyjedzie, trzeba będzie to zrobić. tyle że to będzie wymagało obudzenia Cię w środku nocy.

o świcie są najładniejsze zdjęcia. świeże, miętowe, troche zimne.

najsmutniejsze jest to, że trzeba było wyjść o 07;15.


całkiem możliwe, że będziemy razem na zawsze.
a przynajmniej na długo.

5 minut.

słucham.
czuję.
patrzę.

trochę się boję.
bardziej, może trochę.

uśmiechy i radości.

no wiesz, spontanicznie, słonecznie, i tak ciepło.
dużo czasu zajęło mi poszukawanie ludzi, którzy są jacyś.

choć nie sądzę że to koniec poszukiwań.
szukam na nowo. wciąż czego nowego, wyjątkowego.

czasem zdarza się tak, że jedna osoba ma to coś.
zazwyczaj boli mnie to i dosyć głęboko uwiera, że inna jest o to coś uboższa.
dla mnie.

właściwie nie wiele słów potrzeba, żeby siebie rozumieć.
swoje myśli, swoje gesty,słowa.
słodko, bardziej cukrzaście jest nic nie mówić.

opierać się swoimi głowami, trzymać za ręce i patrzeć gdzieś.
w swoje jedno wymarzone miejsce, dwa trzy i czuć.
czuć tą siłę, przechodzącą jak pająk po niteczkach swojej pajęczyny.

cichutko, może ciszej.

w całym tym radosnym przeżywaniu związków i naszych waszych moich relacji jest bałagan.
bałagan, którym jestem oblepiona aż po koniuszki palców.

nie umiem tego zmyć.
nie umiem bez tego żyć.
najgorsze, że jestem tego świadoma.
dosyć jasno mam to powiedziane.


nic z tego.
jestem zbyt słaba, pomimo przebłysków siły, mocy i chęci.

zima,wiosna, dzień i noc

zaczytuje się w szymborskiej.

...................................................................................

przerwa trwała 2 - 3 miesiące.
nie wiem co się stało teraz, na dniach, że pomyślność i wiara, że jestem silniejsza minęła.

jestem słaba.
zbyt prosta.
szczęśliwa w nieszczęśliwości.

i to mnie gubi.

sobota, 30 stycznia 2010

paski.

potargane.

to.

lubie te momenty kiedy telefon dzwoni, a ja nie odbieram.
znowu dzwoni.
potem milczy.

znika.
się psuję.

fioletowy lakier mi błyszczy jeden dzień.
a potem się zdrapuje, jak chwile w życiu.

ile to już dni.ile rocznic.
słów.barier.
miłości i niemiłości.

a wcale nie jest lepiej. nawet jakby gorzej.

________________________________________

wciąż cię czuje. wiesz ?