płacze z bólu.
choć nie mam już czym płakać.
z bólu, każdego rodzaju.
płacze po samotności, po miłości, choć nie mam już czym płakać.
wszystko wyschło.
jaka kolwiek chęć na coś.
wiosna, nie przyniosła nic na co czekałam
wiosna mnie niszczy.
z jeszcze większą goryczą i żalem oddycham.
nie cieszę się kiedy sie budzę.
nie chce się juz obudzić.
zamknąć oczy.
czwartek, 25 marca 2010
poniedziałek, 15 marca 2010
gwiazdeczka
rozsypuję się w drobny pył.
nie wiem czy jest mi żal.
chce tylko wyjechać.
być sama.
tylko sama.
w czterech ścianach.
ze swoimi myślani, kolorami, metkami.
samotność czasem mnie uwiera.
częściej jednak pozwala oddychać.
nie lubię dotyku.
____________________________________________
gwiazdy na niebie szukają Ciebie,
A ty się droczysz o miejsce na ziemii.
nie wiem czy jest mi żal.
chce tylko wyjechać.
być sama.
tylko sama.
w czterech ścianach.
ze swoimi myślani, kolorami, metkami.
samotność czasem mnie uwiera.
częściej jednak pozwala oddychać.
nie lubię dotyku.
____________________________________________
gwiazdy na niebie szukają Ciebie,
A ty się droczysz o miejsce na ziemii.
niedziela, 14 marca 2010
popękane usta
od zgryzoty.
smutku.
zniecierpliwienia.
przygryzam do krwi i z zachłannością patrze, kiedy pojawią się pierwsze odcienie czerwieni soczystej.
skóra schodzi z dłoni, jakby chciała pokazać że źle się dzieje. czas uciekać, szybko i przed siebie.
nie potrafimy się porozumieć.
nie umiem dostrzec w Tobie tej szczerości i tego zapału.
wszystko się zmienia.
śnieg sypie, jakby chciał zatrzeć ślady boleści świata.
oszukuje sie namiętnie.
robie to skrycie.
chowam głeboko pod swoje warstwy zewnętrzne.
dźwięk odbija sie od ścian.
jest cicho, choć głośniej być nie może.
naprawdę chciałam nie musieć powracać do tego, do czego powracać nie chciałam.
_________________________________________________________________________________
przyklejam sie do podłogi, i trudno mi wstać.
tak trudno, że może już nie warto.
smutku.
zniecierpliwienia.
przygryzam do krwi i z zachłannością patrze, kiedy pojawią się pierwsze odcienie czerwieni soczystej.
skóra schodzi z dłoni, jakby chciała pokazać że źle się dzieje. czas uciekać, szybko i przed siebie.
nie potrafimy się porozumieć.
nie umiem dostrzec w Tobie tej szczerości i tego zapału.
wszystko się zmienia.
śnieg sypie, jakby chciał zatrzeć ślady boleści świata.
oszukuje sie namiętnie.
robie to skrycie.
chowam głeboko pod swoje warstwy zewnętrzne.
dźwięk odbija sie od ścian.
jest cicho, choć głośniej być nie może.
naprawdę chciałam nie musieć powracać do tego, do czego powracać nie chciałam.
_________________________________________________________________________________
przyklejam sie do podłogi, i trudno mi wstać.
tak trudno, że może już nie warto.
sobota, 13 marca 2010
edit 12.10
nie poznałam się.
jest inaczej. zajebiście inaczej.
ciemniej, mocniej, wyraziściej.
potrzebowałam tego.
psychicznie.
jakoś. po trochu.
może lepiej, może nie.
zapomnieć.
jest inaczej. zajebiście inaczej.
ciemniej, mocniej, wyraziściej.
potrzebowałam tego.
psychicznie.
jakoś. po trochu.
może lepiej, może nie.
zapomnieć.
cookies
edit 18.10.2008
nie jest dobrze.
wręcz można by rzec, że źle.
zabijanie.
tracenie.
tęsknienie.
chociaż on się odezwał.
nie jest dobrze.
wręcz można by rzec, że źle.
zabijanie.
tracenie.
tęsknienie.
chociaż on się odezwał.
środa, 10 marca 2010
męczysz
nie masz już siły i ochoty.
to przygnębiające, że wszystko się kończy.
ludzie są ze sobą z obowiązku.
tylko po to, żeby mieć alternatywe na puste dni.
żeby wmówić swej podświadomości, że mają kogoś kto jest dla nich istotny.
nie lubię kłamstwa.
emocjonalnego.
znudziło mi się, wymyślanie powodów dlaczego tak jest.
mam ochotę rzucić to wszystko w pizdu, i nie przejmować się zupełnie.
nie wiem z czego to wynika.
budowanie sztucznej rzeczywistości, jest płytkie.
dosięgasz już prawie ręką dna, a i tak chcesz położyć się i wtopić w tą warstwe.
może nie pojmuje przyczyn zaistniałych historii.
wszystko jest już możliwe.
kończymy się.
wypalamy.
oszukujemy.
i tak bez końca.
zawsze jest tylko początek.
_________________________________________
więc może lepiej nie zaczynać wcale.
to przygnębiające, że wszystko się kończy.
ludzie są ze sobą z obowiązku.
tylko po to, żeby mieć alternatywe na puste dni.
żeby wmówić swej podświadomości, że mają kogoś kto jest dla nich istotny.
nie lubię kłamstwa.
emocjonalnego.
znudziło mi się, wymyślanie powodów dlaczego tak jest.
mam ochotę rzucić to wszystko w pizdu, i nie przejmować się zupełnie.
nie wiem z czego to wynika.
budowanie sztucznej rzeczywistości, jest płytkie.
dosięgasz już prawie ręką dna, a i tak chcesz położyć się i wtopić w tą warstwe.
może nie pojmuje przyczyn zaistniałych historii.
wszystko jest już możliwe.
kończymy się.
wypalamy.
oszukujemy.
i tak bez końca.
zawsze jest tylko początek.
_________________________________________
więc może lepiej nie zaczynać wcale.
niedziela, 7 marca 2010
zimna wiosna
ciche krzyki.
ciała, duszy, świata.
nienawidzę siebie.
nienawidzę tak bardzo.
po dniach nieprzypominania i jakby chwilowego zapomnienia, nie wiadomo z jakich przyczyn, temat powrócił.
rozpacz. łzy kapią. płyną.
film się zatrzymuje, łza w połowie drogi do podłogi.
spada. rozpryskuje się na miliardy mniejszych łez.
dochodzą one do moich stóp, a ja się czuję, jak nad przepaścią.
może sama się zamykam w pudełku bez pokrywki.
może sama sobie gotuje piekło na ziemii.
nie umiem się zmobiliować.
zatrzymać.
rozpocząć.
normalność mnie przeraża.
chyba się trochę boję.
siebie.
wiosna miała przyjść, wejść szybko do naszych serc głów i światów.
znów nadeszło zimno, białość, trochę szarość i egzystencja wydaję się być uciążliwa.
siedząć obserwuje świat.
dokładnie każdy jego szczegół, aż wylewa się to na mnie, lepką mazią.
chyba mnie to przerasta.
nie godzę się.
jeszcze jestem.
ciała, duszy, świata.
nienawidzę siebie.
nienawidzę tak bardzo.
po dniach nieprzypominania i jakby chwilowego zapomnienia, nie wiadomo z jakich przyczyn, temat powrócił.
rozpacz. łzy kapią. płyną.
film się zatrzymuje, łza w połowie drogi do podłogi.
spada. rozpryskuje się na miliardy mniejszych łez.
dochodzą one do moich stóp, a ja się czuję, jak nad przepaścią.
może sama się zamykam w pudełku bez pokrywki.
może sama sobie gotuje piekło na ziemii.
nie umiem się zmobiliować.
zatrzymać.
rozpocząć.
normalność mnie przeraża.
chyba się trochę boję.
siebie.
wiosna miała przyjść, wejść szybko do naszych serc głów i światów.
znów nadeszło zimno, białość, trochę szarość i egzystencja wydaję się być uciążliwa.
siedząć obserwuje świat.
dokładnie każdy jego szczegół, aż wylewa się to na mnie, lepką mazią.
chyba mnie to przerasta.
nie godzę się.
jeszcze jestem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)